Ciekawostki Felietony Historia

Król Polaków w Liverpoolu

Król Polaków w Liverpoolu

 

 

         Bogactwo naszej polskiej historii i naszej państwowości, z jej unikalnymi rozwiązaniami i bezprecedensowym upadkiem, wywołuje po dziś dzień ciekawe skutki. Jednym z nich jest liczba polskich monarchów, których dziś, anno Domini 2021, jest co najmniej kilkunastu. Kogo tam nie ma…Są potomkowie królów elekcyjnych, jak Karin Sowiebska (nie ma tu literówki w nazwisku), która podaje się za potomkinię Jana III z nieprawego łoża, czy Leszczyńscy: Wojciech Edward i Jan Michał, ponoć potomkowie Stanisława Leszczyńskiego, choć dociekliwy złośliwiec mógłby zauważyć, że król Stanisław Leszczyński nie miał syna. Dodatkową trudność dodaje tu fakt, że tron elekcyjny, z samej definicji, nie był dziedziczony. Powołując się na konstytucję 3 maja, pretensję do tronu rościć mogą potomkowie Sasów, a ze względu na czasy Kongresówki, pretendentką jest Maria Władimirowa Romanowa. Marek Światopełk Zawadzki podaje się za potomka Piastów, i co ciekawe, nie znalazłem żadnej informacji o samozwańcach, którzy odwołują się do Jagiellonów. Może są za mało  polscy w porównaniu do Piastów, czy królów obieranych spośród magnaterii? Pozostali królowie nie doszukują się nawet pozorów legalności, czy tradycji. Ot, poeta, wojskowy, czy dziennikarz ogłasza się królem, regentem, księciem, prezydentem czy też przywódcą narodu polskiego, i…co mu zrobisz? A co robi tych kilkunastu, aktualnych królów? Krótko mówiąc: królewskie rzeczy. Nadają i potwierdzają tytuły szlacheckie, zakładają zakony rycerskie, zwołują sejmiki, ustanawiają i nadają ordery, dopisują też sobie kolejne tytuły, jak choćby: „Główny Dowódca i Przewodniczący Komitetu Obrony Właścicieli Ziemi, Rolników, Ogrodników i Kupców na Targowisku Okęcie w Warszawie” – to książę Marek Świętopełk Zawadzki, który równocześnie jest też m. in. hetmanem koronnym. Niektórzy próbują podejmować działalność polityczną, lub, co bardzo pozytywne, zajmują się popularyzacją wiedzy historycznej i działalnością charytatywną.

 

         Samozwańczy władca nie jest oczywiście niczym nowym. Dzieje ludzkości widziały niezliczone grono różnego rodzaju ambitnych uzurpatorów, watażków, awanturników czy szaleńców. Najbardziej znanym chyba przykładem jest okres wielkiej rosyjskiej smuty XVII z wieku i dymitriad, przy dużym udziale wojsk Rzeczpospolitej. Innym ciekawym przykładem jest francuz Orelie-Antoine de Tounens, założyciel i władca w XIX wieku, nieuznawanego państwa w Ameryce Południowej – Araukanii. Z polskich przykładów najbardziej znany jest chyba Maurycy Beniowski, obwołany przez tubylczą ludność królem na Madagaskarze. Mamy też, wracając do współczesności, nie jednego, i nie dwóch papieży. Jest ich co najmniej kilkunastu, o dokładną liczbę jest bardzo ciężko ze względu na to, że skupiają wokół siebie bardzo małe grupy wiernych. Około 20 lat temu jedna z polskich telewizji przeprowadziła wywiad z jednym z takich papieży ze Stanów Zjednoczonych. Telewizja, raczej z tych środowisk, które kilka lat później „nie płakały po papieżu”, zwracała się ustami dziennikarki, do jegomościa wybranego na urząd papieski w konklawe złożonym z jego mamy, brata i sąsiada: „Wasza Świątobliwość”. I to jest piękny dowód na to, że majestat w bezpośrednim kontakcie onieśmiela, nawet majestat samozwańczy.

 

         Liverpool jest miastem, w którym mieszkał i wydawał książki samozwańczy „król polaków i Odorzan”, Paweł Salwator Piast-Riedelski, wywodzący swe domniemane korzenie – a jakże inaczej – od Piastów, w prostej linii od króla Bolesława Śmiałego. Piast-Riedelski, urodzony w Niemczech, działał na początku XX wieku na terenie Stanów Zjednoczonych i Anglii, gdzie wywodził swoje prawa do polskiego tronu, jak i agitował za polską sprawą w latach przed odzyskaniem niepodległości. W czasie I wojny światowej powściągnął swoje ambicję i zgłosił swoją chęć pracy w procesie tworzenia rządku polskiego. Brytyjski historyk Norman Davies określił go jako „niezrównoważonego na umyśle”, ale trzeba przyznać, że zrobił na tyle zamieszania, że w pewnym momencie zainteresował swoją osobą Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Można uznać postać owego króla za szaleńca, za krótkie mgnienie na firmamencie naszych dziejów. Krótkie podrapanie tematu ukazuje jednak, że Piast-Riedelski wydawał swoje publikacje w trzech językach: po angielsku, łacinie i francusku, co świadczy o tym, że nawet jeżeli był wariatem, to wariatem był wykształconym. Ustanowiony przez niego Królewski Order Piastowski przyznawany był w Stanach do lat 70-tych, więc oprócz publikacji, pozostało po nim małe dziedzictwo. Niewiele więcej wiadomo, ale z drugiej strony pozostawia, od zawsze wciągające i interesujące, spowite mgłą niewiedzy, fakty do odkrycia.

 

        Jednym z ciekawszych wydarzeń ostatnich tygodni polonijnego mini świata na Wyspach, było odnalezienie budynku polskiego kontrwywiadu w Londynie, z okresu II wojny światowej. Miejsce to samo z siebie jest z pewnością dużą wartością dla każdego interesującego się historią tamtego okresu, ale jeszcze bardziej może cieszyć sam fakt, że poszukiwania takie mają miejsce. Można z łatwością powiedzieć, że to tylko jeden budek, kropka na samej tylko mapie Londynu, nie wspominając o skali globu, ale właśnie to miejsce dokłada swą małą cegiełkę do całokształtu naszej historii, ale też do dziedzictwa polonijnego. Dlatego cieszyć może, że zostało znalezione, ale cieszyć jeszcze mocniej powinno, że są osoby, którym zależy, by tamta praca i wysiłki poprzednich pokoleń emigrantów nie zostały zapomniane. Kulturowe dziedzictwo narodu przyswajane może być wręcz mimochodem, chłonięte samym przebywaniem w pobliżu ważnych miejsc, przez rzut oka na architekturę, przez symbol, czy przez zwykłe, codzienne, interakcje z innymi, które opierają się na mimowolnym kodzie, utrwalającym więzi. Być może właśnie takie miejsca, jak okryta niedawno siedziba, będą nieocenioną pomocą dla tych, którzy posłużą się nią i wskazując palcem na namacalny obiekt, opowiedzą kolejnym pokoleniom o ciągłości, która trwa pomimo różnych zakrętów historii.

 

         Liverpool też daje możliwości do poszukiwań. Miasto portowe, w pobliżu serca rewolucji przemysłowej, obsługujące ruch między Europą a Stanami jest samo w sobie ciekawe. Polskich akcentów jest tu również z pewnością niemało, a cześć z nich, jestem przekonany, to materiał nawet na prace magisterskie. Opisany Paweł Salwator Piast-Riedelski to jeden z przykładów na potencjalne badania, które mogłyby odkryć szerzej ten życiorys, lub chociaż opracować jego książki. Czy to dobry punkt zaczepienia do popularyzacji historii ojczystego kraju, przedstawiając działalność samozwańczego króla na ogólnym, światowym tle? Na pewno warto spróbować.

 

Andrzej Smoleń

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz